• Klimkiewitz

"... tak mawiał Hirek Wrona" – czyli jak? Kulisy cytatu łączącego hip–hopową kulturę



29 lat temu w rapowej kieszeni otworzył się kielecki scyzoryk. Już od samego początku ścieżkę pod rozwój hip–hopowej kultury wyściełał Hirek Wrona. Waldemar Kasta twierdzi, że musiał wybijać ludziom zęby, by scena mogła teraz wyglądać tak, jak wygląda. Dziennikarz z Mielca raczej nie wygląda na takiego, co kolekcjonowałby zęby, a mimo tego nie da się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że rap ma w stosunku do niego gigantyczny dług wdzięczności. Bywało różnie, ale zawsze "wygrywał hip–hop, jak mawiał Hirek Wrona". Pozostaje pytanie: w jakich sytuacjach wypowiadał te słowa i kiedy nabrały tak kultowego znaczenia?




Dziennikarze rapowi uwielbiają cytować ten wers i używają go przy każdej możliwej okazji. Nieważne, czy chodzi o kilka krytycznych słów wymienionych pomiędzy raperami, czy o opisywanie jakiegoś większego konfliktu. Hip–hop ma wygrać zawsze, obronić się samemu i trwać choćby nawet i szereg czołowych artystów wypadłby za burtę – na ich miejsce przyjdą kolejni. Dobre słowo, którego kiedyś potrzebowała ta kultura, dziś jest powielane mechanicznie, nawet całkowicie odbiegając od początkowych kontekstów, a ich było kilka.


Sprawa zainteresowała mnie ponad rok temu. Ciekawość postanowiłem zaspokoić poprzez kontakt ze źródłem, czyli wysyłając maila do osoby odpowiedzialnej za cytat. Hirek (a w zasadzie pan Hieronim, zważywszy na wiek, pozycję i szacunek, którym go darzę) odpisał mi zaledwie po dniu. Zapytałem wprost – kiedy wypowiadał te słowa i czy zostały gdzieś nagrane, by móc potraktować to jako dowód. Co do tego drugiego, odpisał skromnie "A czy ktoś to zapisał? Nie wiem, Nigdy nie interesowało ani to, czy ktoś mnie propsuje czy nie, czy hejtuje czy nie. Robiłem swoje i robię swoje". Oczywiście z odpowiedzią mogłem się zgodzić, ale nie satysfakcjonowałaby mnie w pełni, gdyby nie to, co było przed nią, a mianowicie: przedstawienie sytuacji, w których z pewnością te słowa padły.


Zacznijmy od początków, czyli 1996 r. i założeniu BEAT Records. Wytwórnia powstała z inicjatywy DJ Volta, Bartłomieja Sosnowskiego, Bogdana Wicińskiego i Hirka Wrony. Ten ostatni był traktowany jako ukryty inwestor, ale sławne "wygrał hip–hop" użył wtedy po raz pierwszy. Przynajmniej na szerszą skalę, by móc to zapamiętać. Dalej mamy cykl imprez w remoncie, po którym ponownie można było rzec, ze hip–hop nie tylko zwyciężył i ma się dobrze, ale w ekspresowym tempie pnie się do góry. W międzyczasie w Polsce zorganizowano również Rap Day z udziałem RUN D.M.C, a do tego koncertu porządnie przyłożyła się ekipa BEAT Records, ale nie otrzymałem informacji, czy wtedy również "wygrał hip–hop", czy sprawa została przemilczana (zawsze można zaniemówić z wrażenia).

Hip–hop miał też wygrać po Bitwie w Płocku, tutaj jednak znawcy tematu mogą poddać to nieco w wątpliwość. Chyba, że Jacka Granieckiego w czasach świetności nazwiemy uosobieniem hip–hopu. W teorii był to pojedynek freestyle pomiędzy Gib Gibon Składem, a Obrońcami Tytułu. W praktyce Tede zjadł Eldokę wraz z co jakiś czas wcinającym się Pezetem. Choć Hirek wskazał wtedy hip–hop, jako wygranego i nie wspomniał o przegranych, Eldo sam się tak zatytułował na łamach wydawanego ówcześnie magazynu "Klan": "W Płocku przegrałem konkretnie, ale uważam, że mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej na zupełnie innym poziomie nich obrażanie się publicznie od najgorszych można to było zrobić w cywilizowany sposób a zachowywaliśmy się jak barbarzyńcy" (32 nr. KLANU)


Najważniejsze w tym wszystkim wydają się jednak te słowa wypowiedziane po pierwszym festiwalu Hip–Hop Opole. Były to wówczas początki organizowania takich wydarzeń skupiających się na muzyce rapowej. Organizatorem festiwalu był właśnie Hirek Wrona, dokładnie 21 lat temu. W internecie można znaleźć część wykonawców, którzy do 2004 r. (później zaprzestano organizację wydarzenia) wystąpili tam na scenie i lista ta robi kolosalne wrażenie: Łona, O.S.T.R., Tede, Wzgórze Ya-Pa 3, Kaliber 44, JedenSiedem, Numer Raz, Pokahontaz, 3H/Warszafski Deszcz, Molesta Ewenement, Gib Gibon Skład, Fisz, Peja/Slums Attack czy Ascetoholix. Hip–hop nie tylko wygrał, ale i przywitał się z odbiorem masowym na terenie naszego kraju.


Tyle z wyróżnionych wydarzeń, podczas których padło "wygrał hip–hop". Sam czekam na jeszcze jedno z nich, mianowicie: kiedy Hirek Wrona zacznie być doceniany na taką skalę, na jaką mu się należy. Obecnie dziennikarzem muzycznym może zostać każdy debil, który wykaże choć odrobinę inicjatywy i trafi na swoją niszę (czego idealnym przykładem jestem ja), ale należy pamiętać, że kiedyś hip–hop powstawał w piwnicach oklejonych kocami, a dzielić się nim można było wyłącznie podczas koncertów i fizycznej sprzedaży kaset bądź płyt.