• Klimkiewitz

Sentino, daj spokój. Już niczego nie dotykaj

GSP zapewne podglądał moje felietony pisane dla Lil Konona i poczuł się zazdrosny, przez co zgłosił się do Glamrapu z propozycją pisania autorskich tekstów. Poszedł na łatwiznę, bo tam przyjmują każdego, kto w mniejszym bądź większym stopniu może cieszyć się byle jaką popularnością. To nic, że ma problem ze złożeniem trzech poprawnych zdań, przecież pisanie licealnych rozprawek redakcji wystarczy, w końcu wszystko można wybaczyć ziomkowi, który strzelił liścia Żuromowi. Skoro GSP dostał rubryczkę w Glamrapie, ja postanowiłem założyć stronę, by na własną rękę obrażać kogo mi się tylko zachce.

Olać GSP, poczułem się jedynie zobowiązany do wyjaśnienia impulsu, którego efektem jest moje nowe dziecko – klimkiewitz.com. Zdecydowanie przyjemniej będę się czuł podczas obrażania Sebastiana Enrique Alvareza Pałuckiego. Może i będę się śmiał z twórczości waszego idola, ale nie ma co się martwić – pośmieje się także z jego postaci.

Ciężko byłoby nie kojarzyć Sentino, w końcu to jeden z głośniejszych atencjuszy w polskiej rapgrze. Nigdy mi jednak nie przypadł do gustu, poza kawałkami z Dihem, ale tam to orangutan robił za gwiazdę. Postanowiłem mu się bliżej przyjrzeć, w końcu wroga trzeba chociażby kojarzyć. Bliższe poznanie z Sebastianem (coraz dziwniejsze te wstępy do pornoli) rozpocząłem od kawałka Azazel z nowej płyty. Sam tytuł wiele wyjaśnia – Azazel to upadły anioł, którego imię, (z jęz. hebrajskiego) znaczy „ten, który się oddalił”. Dokładnie to samo zrobił Sentino, w tym wypadku jednak bierzemy pod uwagę nie boskie konotacje, a odklejenie od rapowej rzeczywistości (co akurat mogło mu wyjść na dobre) i pomocy farmakologicznej (to już niekoniecznie). Poczytałem jednak troszkę więcej (czyli więcej, niż trzy pierwsze zdania w Wikipedii) i poza pierdoleniem o kwestiach biblijnych, pojawiła się istotna hipoteza, mianowicie: samo słowo azazel miałoby znaczyć „koza odeszła” i może zostać potraktowane jako „termin techniczny na rodzaj ofiary”. Trafione w punkt.

Dodanie do „Sentino król” słowa anakonda brzmi równie idiotycznie, jak sławetne „joł dokładnie matryca” Filipka – ostatni człon nie pasuje do reszty, ale to akurat najmniejszy problem. No i jeszcze ten wers „bo bym cofnął się do tyłu”. Sebastian, jak cofniesz się do przodu to z miejsca robię potrójne salto zakończone siadem okracznym na słoiku. Ah, no i rzekomo nauczył się w Berlinie tego, że pod bluzą trzeba nosić „kopyto”. Może się mylę, ale myślałem, że tam nauczył się jak udawać martwego i wołać policję o pomoc. Z drugiej strony, to mogą być dwie szkoły, do których uczęszczanie się wzajemnie nie wyklucza – kto wie. Chcieli go ośmieszyć we trzech, a on uprzedził ich zamiary i skutecznie zrobił to samodzielnie.

Poza tym – sto złotych za płytkę z dwunastoma utworami + smycz? Następny „krążek” nie będzie dostępny fizycznie, tylko fani dostaną na maila paczkę w zipie z sześcioma utworami plus bonusowy freestyle Nitrozyniaka. Może w ramach akcji promocyjnej wyśle też do trzech losowych osób filmik z pozdrowieniami, oczywiście nie imienny, bo patrząc na taką ignorancję, to pewnie nie tylko pojebałby „Michała” z „Marcinem”, ale mógłby mieć też problem z rozpoznaniem płci. Co do warstwy graficznej projektu, próbkę macie na miniaturce (Sebastian, jeśli spodobał Ci się projekt, napisz do mnie na Instagramie – rzucisz mi kilka stówek i jest Twój). No ale to nieważne, w końcu Sentino to król i jest ponadto, a gdy nie lubisz, to znaczy, że nie rozumiesz i pewnie słuchasz ekipy Step Records, albo w ogóle zatrzymałeś się na machaniu łapą do „Weź to poczuj” Onara (mi się zdarza machać i się tego nie wstydzę).

Gdyby taką płytę wypuścił ktokolwiek z podziemia, dostałby propsy od Yurkoskiego za kilkadziesiąt złotych, udostępnienie przez Kstyka i może propozycje wypuszczenia kolejnego krążka pod szyldem wytwórni HHNS, ale to już szaleńczo optymistyczna wersja. Ok, nie mogę śmiać się z całej płyty, bo jest jeden pozytyw – „Lato”. Zaczyna się sezon grillowy, więc wyzeruję do tego niejedną perełkę, a może przy dobrych wiatrach wleci na karaoke gdzieś pomiędzy „Parostatkiem” i „Zamkami na piasku”. No ale co ja pierdolę, przecież jest Nitrozyniak boss i Masny Ben. Zrób mi louda, naura, masno ni, mamale i grzyby. Lecimy tu i w ogóle hehe śmiesznie, Sentino dostosował gościnki do wieku swoich czternastoletnich fanów. Ah, no i fanek – w końcu te prężyły się do refrenu „Trójkąta Bermudzkiego” na TikToku. Z tego miejsca mam gorącą prośbę do pracowników aplikacji: podczas rejestracji ustawcie konieczność wysłania skanu legitymacji szkolnej i pisemnej zgody rodziców. Wnoszę też o dożywotnie bany dla wszystkich sicarios, oczywiście z szefuńciem na czele.

Sentino sięga jeszcze głową ponad taflę muzycznego jeziora, ale można liczyć w dziesiątkach raperów, którym ta woda jest do kolan. Za to co do odklejki, Seba nie ma sobie równych. Może jest mi żal, że nie należę do osób zaufanych (Seba poka zdjęcia penisa plz), ale według mnie trawienie takiego gościa jest po prostu awykonalne. Chłop co mówi, że zarabia 100 tys. Euro miesięcznie płacze o 5 kafli za refren u Quebonafide. Może i Kuba dostał buta na ryj, ale nazywanie go Flakonafide już nie jest w porządku. Rapera z Ciechanowa bardziej obraziłaby chyba tylko zmiana nazwiska na „Alvarez”.

Ja rozumiem, że szeroki wachlarz wypowiedzi Sebastiana w wielu przypadkach należy traktować z przymrużeniem oka, ale gdyby to chociaż było zabawne… Porównałbym go poziomem do stereotypowego pijanego wujka na weselu, ale to byłby spory komplement dla Seby. Ok, może i Sentino to niegroźny debil i powinienem pozostawić, ale nie da się milczeć, gdy chłop pcha się dosłownie wszędzie. Czekam, aż wyskoczy mi z lodówki i zapyta, czy da się cofać do przodu. Desperat tak walczy o złotą płytę, że błaga fanów o nagrywanie filmików na TikToku pod jego numery i udostępnianie ich po kilkaset razy. Takiego cyrku nie widziałem nawet u Alana.

Wszystko czego tylko dotknę, to staje się złotem. Pod warunkiem, że „złotem” nazwiemy pieniążki małolatów, których rodzice poświęcają im za mało czasu, ale za to sypią groszem. No bo jak inaczej spojrzeć na to, że gdy Sebastian nagrywa filmik na TikToku ze słowami „ten moment, w którym siedzisz na parkingu jak bezdomny Amerykanin i czekasz na powrót kobiety, która poszła do lekarza” ma on prawie 40k wyświetleń i ludzie pod spodem piszą „chce być taki jak ty królu”? Sebastian mógłby nasrać na środku plaży w Hiszpanii (nad Bałtykiem też by mógł, ale w kominiarce, by go nie rozpoznały nieodpowiednie osoby) i ludzie by się do tego spuszczali. Nitrozyniak udostępniłby na swoim kanale, a Ben rzuciłby, że jest MASNO NI.