• Klimkiewitz

Kinny Zimmer – przysięgam srać w lesie, jeść szyszki i nigdy nie za*uchać

Jeszcze kilka tygodni temu mówiłem, że Kinny to złote dziecko polskiego hip–hopu i marketingowy geniusz, który ma dokładnie przemyślany plan na przyszłość. Wychodzi na to, że bardzo się myliłem. Chyba że koncertowe spierdolenie sobie kariery pierwszą płytą było planowane, kto wie. Zastanawia mnie jednak, co kierowało Wiktorem podczas nagrywania "WCHJ". Przecież najpierw musiał tego odsłuchać, następnie nad tym pracować i szlifować kawałek, by w końcu go wypuścić. Naprawdę przez cały ten proces nie wpadł na to, że to będzie jeden z najgorszych numerów tego roku?

Niepotrzebnie czytałem komentarze pod "WCHJ". Znalazłem tam takie złoto: "Wszystko, co wzbudza emocje, jest sztuką. Jestem na tak". Znaleźliby się i tacy, którzy nasranie do talerza mogliby przedstawić jako artystyczny performance. Tiktokowy fanbase artysty nie jest w stanie zrozumieć, że wypuszczenie takiego chłamu nie musi mieć drugiego dna. Czasami raperowi zdarzy się przebłysk, jakiś świetny początek, a później wychodzi fakt, że poza dwoma wpadającymi w ucho kawałkami miał niewiele do zaoferowania. No ale dobra, takie postacie można wymieniać w nieskończoność, ale Kinny wszedł w tym o jakieś cztery poziomy wyżej.


Pozwolę sobie zacytować refren tego kawałka: "Wypierdalaj chamie jebany, wypierdalaj chamie jebany. Wypierdalaj chamie jebany. W-wy-wy-wy-wy-wypierdalaj, wypierdalaj, wypierdalaj. Wypierdalaj chamie jebany, wypierdalaj chamie jebany. Wypierdalaj chamie jebany, wypierdalaj chamie jebany. W-wy-wy-wy-wy-wypierdalaj, wypierdalaj, wypierdalaj. Wypierdalaj chamie jebany". Idzie się wzruszyć.

Kolejny kawałek szyszojada powinien mieć tytuł "Runo leśne". Pasowałby do jego stylu i byłby adekwatny do poziomu reprezentowanego przez młodego harcerza. Jeszcze na początku latanie w kapeluszu i kolorowej chuście było czymś innowacyjnym, to mogło fajnie zareklamować debiutancki album (co zresztą zrobiło), ale ku*wa, ileż można męczyć jeden patent i to w taki sposób. Synu, zdejmij mundur, przeproś matkę.


Wcześniej Kinny był przedstawiany jako król TikToka, a nastolatki nagrywały duety do jego filmów z dopiskami "tato spierz mnie, proszę". Wszystko prężnie się rozwijało, podczas 2 edycji Hotelu Maffija także dobrze to rokowało ze względu na całą otoczkę, jaką wokół "bycia fajnym na TikToku" stworzyli Bedoes i White, ale w tym momencie wymknęło się to spod kontroli. To logiczne, że nie każdy kawałek będzie podbijał tę aplikację, nawet jak jesteś popularnym raperem, który świetnie sobie radzi w mediach społecznościowych. Tekst "Nagrywajcie do tego tiktoki" pod najnowszym postem na Instagramie to już za dużo. Nawet jeśli to miał być tylko żart.


Generalnie bardzo się cieszę, że raperzy otwierają głowy i pozwalają sobie na coraz więcej. Już nawet nasz naczelny hipokryta poluzował kodeks Biura Ochrony Rapu, a założenie koszulki w różowym kolorze nie jest równoznaczne ze zmianą orientacji. Zamiast odnaleźć jednak złoty środek, co nie wydaje się być wcale trudne, raperzy szukają tych skrajności. Przetrawiliśmy już prawilniaków nawijających o życiu na blokach. Czy teraz nie powinna przyjść pora na to, by muzyka broniła się sama, bez całej marketingowej otoczki? Powinna, ale nie przyjdzie. Zamiast tego dostajemy chłopaka, który jest malutkim wstydzioszkiem i na każdym kroku dziękuje, że w ogóle ktokolwiek go słucha. Do tego zaprasza nas na ognisko i mówi, że "przecież będzie fajnie, bądźcie plz. Upieczemy kiełbaski i zaśpiewamy coś wspólnie". Może gdybym kiedyś szturmował DMy lasek na Instagramie, a później role by się odwróciły, to zachowywałbym się podobnie, ale nie zdarzyła mi się taka sytuacja (ciągle jestem na tym pierwszym etapie), więc tego nie kupuję.


Ok, być może jeszcze udałoby mu się obronić, gdyby tworzył naprawdę dobrą muzykę. Co prawda każdy ma swój gust, ale każdy też potrafi przyznać, że wersy rzędu "Szedłem sе przez miasto, daleko stąd był las, nagle mniе zaczepił jakiś jebany cham" nie są górnolotne. Do tego hipokryzja na potrzebę jednego kawałka – przecież Kinny nie potrzebował nawet dwóch minut, by prawie trzydzieści razy rzucić słowo "wypierdalaj", mówiąc w międzyczasie, że nie chce być wulgarny. Wychodzę z założenia, że rapera należy oceniać po ostatnim numerze, ale jest od tego wiele wyjątków, gdy sięgnie się wzrokiem wgłąb jego wcześniejszych projektów. Haczyk jest taki, że powinny być to świeże ruchy muzyczne. W tej sytuacji Wiktor także nie może się obronić, bo jego poprzedni kawałek "Dziecko" jest wyłącznie tworem pod użytkowniczki TikToka, które nagle pokazują krzesła z Ikei, by Kinny mógł im je skręcić, a "przy okazji" zrobić dzieciaka (pod warunkiem, że same mają chociaż te 18 lat).


Kinny też nie progresował muzycznie, by teraz zaliczać regres. Wstrzelił się jednym czy dwoma kawałkami, został zakontraktowany przez SBM, a teraz nie utrzymał narzuconej sobie poprzeczki i wędruje gdzieś przy ziemi. Poznaliśmy już złego naukowca i młodego harcerza. Wypadałoby teraz przedstawić kolejne oblicze – ponadprzeciętnego rapera.