• Klimkiewitz

Kiedy zajawa ustępuje przymusowi, czyli dlaczego Futuryje przestali nagrywać. Rozmowa z Fredro

"Chłopaki wyprzedzili swoje czasy", "gdyby zaczęli znów nagrywać, wziąłbym płytę w ciemno", "kupiłbym od was wszystko, co tylko byście wypuścili", "dożywotni props", "wasze numery to jedne z lepszych tracków w polskim rapie". Ludzie dopiero po latach zaczęli doceniać Futuryje i tęsknić za ich twórczością, która regularnie znika z sieci. Poza kilkoma trackami na kanale QueQuality, pojawiło się tylko kilka reuploadów. "Najświeższe" rzeczy od chłopaków sięgają 6 lat wstecz (nie licząc drobnych "wyjątków"). W rapowych kręgach słuch o nich zaginął, więc próżno było szukać artykułów i informacji, by później je tutaj przedstawić. Szczęśliwie Fredro, poza szczególną sympatią do muzyki, lubi pokopać piłkę i swego czasu graliśmy w jednym klubie, stąd po latach pociągnąłem go za język. Wiadomo już skąd wzięli się na QueQuality, dlaczego przestali nagrywać i czy jest szansa na ich powrót.



6 lat temu moja zamknięta głowa ograniczała budowanie playlisty do kawałków z dosłownym przekazem i oczywistymi wartościami. Nic dziwnego, że wypierałem słowa "jesteś kłodą, kłodą, kłodą", skoro sam byłem drewnem. Po tym, jak dowiedziałem się, że ziomek z drużyny wydaje kawałki na QueQuality, naturalnym odruchem było sprawdzenie jego zwrotek. Nie ukrywam, że wtedy miałem go za pojeba. Dzisiaj, gdyby tylko nadarzyła się okazja, chętnie poleciałbym pod sceną "Pojeb pojeba we mnie, pojeebaną mamy tu wkrętkę".


Klimkiewitz: W tym przypadku rozpoczęcie "od końca" jest wręcz obowiązkowe, w końcu osobom, które kiedyś się z wami sympatyzowały bądź robią to nadal, należą się wyjaśnienia. Dlaczego Futuryje, po debiucie na QueQuality, zakończyli swoją działalność?


Fredro: Ciężko to określić jednym zdaniem, bo nie pojawił się jeden "gwóźdź", który zakończył naszą działalność, tylko był to proces. Pierwsze problemy zaczęły się wraz z rozpoczęciem współpracy z QueQuality. Nie było w tym jednak winy wytwórni. Zwyczajnie narzucono nam datę, do której musimy skończyć płytę, a my działaliśmy na zajawce i ciężko było się dopasować. Nasze rzeczy były zwariowane, tworzone spontanicznie. Często numery powstawały jeszcze na osiedlu, w domowych warunkach. Siedzieliśmy przy piwku i nagle rzucaliśmy losowe słowo, które powtarzaliśmy w kółko. Z tego powstawał refren, a zaraz później cały kawałek. W końcu złapaliśmy się na tym, że mija termin, do którego musimy zrobić materiał, a my mieliśmy raptem 2-3 kawałki. Zaczęliśmy więc tworzyć nieco na siłę, narzucając sobie dużą presję i umawiając terminy "na zaraz". Wpadliśmy więc w ciąg, który powoli odbierał nam zajawkę. Wiadomo, że pewnie mogliśmy się tak dogadać, by przesunąć deadline, ale byliśmy małolatami i chcieliśmy to zamknąć. W trakcie tego procesu twórczego po prostu stwierdziliśmy, że robimy te numery trochę na siłę, że to już przypomina produkcję maszynową i że nie jesteśmy w pełni zadowoleni z tego, co wydaliśmy. Po zamknięciu projektu zrobiliśmy sobie przerwę, ale gdy próbowaliśmy wrócić, to wyszło na to, że już nie łapiemy w pełni tego futuryjowego klimatu i tworzenie nie przychodzi nam z taką lekkością, co kiedyś. Później to czasami wracało, były jakieś pojedyncze powroty do studia, ale niewiele rzeczy ujrzało światło dzienne, a jeśli nawet, to już zniknęło z Youtube.


Czyli źródłem kłopotu okazała się zamiana zajawki w coś znacznie poważniejszego.


Tak, ale nie tylko. Wraz z nadaniem temu profesjonalnej rangi, zaczęły nam ciążyć zupełnie odmienne style działania. Gugas jest artystą z krwi i kości. Potrafił wpaść na jakiś pomysł i nie wychodzić ze studia, dopóki go nie zrealizuje. Chciał jak najwięcej rzeczy ogarnąć samodzielnie, od bitu po tekst i pomysł na klip. Ja z kolei preferuję bardziej praktyczne podejście. Wolałem poczekać na odpowiedni moment, działać fragmentami, bez konieczności zamknięcia numeru w tym samym dniu. Wielogodzinne sesje w studio mnie męczyły i szybko miałem dosyć. Dodatkowo sam od początku miałem zajawkę na to, by nasz duet był przemyślanym produktem i wszystko, co wyjdzie spod naszego szyldu dawało wrażenie zaplanowanego i ogarniętego od A do Z. Gugas z kolei, jak już stworzył numer, to działał w sposób "dobra taki klip może być, tu coś się dociągnie, puszczamy". Potem często okazywało się, że całość mu się nie podobała i lądowała w koszu.


Co do lądowania numerów w koszu... Dlaczego wasze numery zniknęły z YouTube? Zostało tylko kilka kawałków wypuszczonych na QueQuality.


Ja nie mam na to wpływu. Nawet wychodzę z założenia, że jeśli coś już opublikowano, to powinno to zostać w sieci. W końcu nawet, jeśli po czasie przestanie się podobać autorowi, to na bank pojawią się osoby, które będą chciały to sprawdzać. Na naszym kanale publikował Gugas, więc i on jest odpowiedzialny za usuwanie numerów. Nie mam mu jednak tego za złe. Wiem, w jaki sposób działa i to szanuję. Skoro uznaje, że coś musi zniknąć i dzięki temu poczuje się lepiej, to niech znika. Osobiście jednak chętnie wracałbym do tych kawałków.

Z pozoru twardziel a to zwykle kłody

Przeszkody rozkładać będziemy na stosach

Tyle kojarzy jak sztos gra bo hałas tu robię jak korsarz

Honory na bok dawaj w dolcach

Ty suchy drewniaku nadajesz się tylko na opał

Z Gugasem nadal masz dobry kontakt, czy wraz z końcem przygody z QQ wasze drogi całkowicie się rozeszły?


Mamy kontakt. Może nie tak intensywny jak kiedyś, bo poszliśmy w życiu w nieco innych kierunkach, ale nie można mówić tu o żadnej rozłące. Zresztą, znamy się od dzieciaka. Zanim zaczęliśmy nagrywać rap, robiliśmy masę dziwnych rzeczy, chcieliśmy jakoś uzewnętrznić nasze jazdy. To też nie tak, że byliśmy jakimiś odklejeńcami, ale mieliśmy inne wyczucie estetyki od pozostałych. Zabieraliśmy się za przeróżne projekty, często po omacku próbowaliśmy wyczuć nowe zajawki, szukaliśmy różnych dróg i w końcu padło na Futuryje. Długo nagrywaliśmy sztampowo, jak wszyscy koledzy z osiedla, nie wyróżniając się za bardzo od pozostałych. Potem jednak coraz bardziej ten nasz styl próbował się przebić i finalnie poszliśmy w inną stronę.


I to zostało docenione przez QueQuality, czego efektem okazał się kontrakt na płytę. Jak doszło do współpracy z tą wytwórnią, która na tamte czasy była czymś innowacyjnym i nieosiągalnym dla wielu obiecujących twórców?


Najprościej mówiąc, Quebonafide zwyczajnie napisał do nas na fanpage i zaprosił do współpracy. Fajnie się to wszystko ułożyło, ponieważ jego wytwórnia ruszała mniej więcej w tym samym momencie, w którym odkryliśmy ten nasz charakterystyczny styl. Nagraliśmy wtedy "Pojeba" i pomyśleliśmy, że chcemy iść w tym kierunku i fajnie byłoby to robić już znacznie poważniej. Wymyśliliśmy nazwę i identyfikację wizualną, bo już wiedzieliśmy, co chcemy ludziom pokazać. Potem wyszedł taki mocny, krzyczany kawałek "To Futuryje" balansujący na granicy rocka i rapu. Gdy go nagrywaliśmy, jeszcze w moim pokoju, gdzie ściany wyłożyliśmy pianką i ogarnęliśmy jakiś mikrofon, to właśnie zaobserwowaliśmy te ruchy QueQuality i pierwsze poważniejsze decyzje wytwórni. Wtedy zajaraliśmy się tym, że Quebo, którego twórczością się wcześniej jaraliśmy, założył własną wytwórnię i działa w tym kierunku wydawniczym. Pamiętam dokładnie moment, w którym powiedziałem Gugasowi "zajebiście byłoby tam kiedyś trafić, robić jakieś rzeczy pod takimi skrzydłami". Kilka miesięcy później odezwał się do nas Quebo z pytaniem, czy nie zechcielibyśmy wrzucić swoje numery na kanał QueQuality.


Szkoda, że ta przygoda skończyła się na jednej płycie. Zresztą odnoszę wrażenie, że nawet z debiutu mogliście znacznie więcej "wyciągnąć"...


Gadałem o tym nawet niedawno z Quebo. Mamy taką małą tradycję, że zawsze gdy gra we Wrocławiu to umawiamy się na jakiś meczyk i tak było w przypadku ostatniego koncertu w ramach trasy "Romantic Psycho". Zgarnąłem go z hotelu i mieliśmy dość daleką drogę do boiska, więc szczegółowo poruszyliśmy temat. On widział w nas duży potencjał i miał wrażenie, że trochę wyprzedziliśmy nasze czasy i zabrakło nam konsekwencji, by utrzymać się w tym cięższym momencie, gdzie ten odbiór nie był taki, jakiego się spodziewaliśmy. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że mogłem z Gugasem poszukać innych, bardziej przyjemnych dla słuchaczy brzmień. W końcu tworzyliśmy coś specyficznego, to nie były popowe numery, które większości się spodobają, tylko specyficzne utwory. Gdybyśmy jednak znaleźli w tym kompromis, to może teraz nawet moglibyśmy z tego żyć.


Nie myśleliście o tym, by ponownie się "spróbować" i reaktywować Futuryje? Skoro wielu twierdzi, że wyprzedziliście swoje czasy, to może późniejszy, drugi start zapewni wam znacznie wyższą pozycję w rapie. Wiadomo, że będzie się znacznie różnić od początków, ale być może w tym tkwi sekret.


Dwa lata temu stworzyliśmy jeden numer, ale zebrał raptem 10 tysięcy wyświetleń i na tym się skończyło. Kawałek został usunięty, a całość przeszła bez większego echa. Ludzie już nas zdążyli zapomnieć, choć czasami się zdarza, że ktoś nas rozpozna na ulicy, zapyta co słychać i cyknie fotkę. Byliśmy jeszcze w studio przy okazji #hot16challenge2, bo zostaliśmy nominowani przez Yacha (yachuprodukcja), ale Gugas też po jakimś czasie zdjął naszą "szesnastkę". Coś tam zajawkowo sam działałem z wrocławskim raperem i moim serdecznym kumplem Yeah–T, ale to były swobodne rzeczy. Jako Futuryje teraz nic nie planujemy.


No ale nie uwierzę, że nie tęsknisz za nagrywaniem z Gugasem...


Pewnie, że dalej chętnie bym to tworzył. Może nie mam już aż takiej zajawki, ale chętnie kontynuowałbym działanie jako Futuryje, bo jest to dokładnie mój styl poczucia humoru i spełniania się pod względem twórczości. Nie wiem, czy to dalej byłoby tak fajne i klimatyczne, ponieważ mam zupełnie inne rzeczy w głowie, ale na pewno włożyłbym w to pasję. Gugas dalej tworzy swoje rzeczy, ale większość z nich ląduje w szufladzie. Szkoda, bo to facet, który naprawdę świetnie rapuje i ma ogromne zdolności. Zasługuje na to, by pokazać się szerszej publiczności.

Gdzie masz te 2 ryje

Przez nasz vibe ten rap tyje

A z Guziorem masz jeszcze kontakt? Pamiętam, że kiedyś się trzymaliście razem, przecież widać was nawet w teledysku do kawałka "Clint Eastwood", który wyłapał prawie 15 milionów wyświetleń.


Mieliśmy się zobaczyć właśnie chwile po koncercie Quebo, gdzie Guzior gościnnie się pojawił, ale niestety nie wyszło. Kiedyś się bardzo często widywaliśmy, bo żyliśmy w podobny sposób, ale potem to jakoś naturalnie się rozpadło. Jemu skoczyła popularność, kontakt zaczął nam się powoli rozjeżdżać, ale zawsze gdy uda nam się na siebie trafić to zawsze gadamy z sympatią i dobrze wspominamy wcześniejsze lata.


Może receptą na udany powrót byłoby połączenie sił z jakimś obecnie popularnym raperem, który ma podobnie otwartą głowę i trafił w "swoje czasy". Masz kogoś takiego na oku? Sam nie potrafię podać ksywy, dalej uważam waszą twórczość za "jedyną w swoim rodzaju", ale ty w tym przypadku widzisz znacznie więcej.


Zupełnie nie słucham polskiego rapu. Uważam, że nie ma tam zbyt wielu ciekawych ksyw. Jeśli chodzi o taki nieszablonowy rap, to zdecydowanie byliśmy jednymi z pierwszych twórców. Słuchając twórców, którzy teraz cieszą się mniejszą bądź większą popularnością, ja często natykam się na inspiracje naszymi numerami. Czasami słyszę nawet zabiegi, które my stosowaliśmy pięć lat temu. One dopiero teraz wychodzą i mogą zostać docenione. Mam jednak wrażenie, że teraz większość numerów trzyma się konkretnych zasad i mainstreamowi raperzy nie chcą się wychylać w poszukiwaniu nowych rzeczy, przez co jest to po prostu nudne. Fakt faktem, z tych nowych rzeczy Oki trafił w mój gust, ale tylko pod kątem technicznym. Jeśli chodzi o treść, dalej są to powielane schematy.


Nie uważasz, że zmarnowaliście swoją szansę i mogliście osiągnąć znacznie więcej, niż wpis w CV pod tytułem: płytka wydana przez QueQuality?


W ogóle nie traktuję tego jako "zmarnowanej szansy". Ludzie często się mnie pytają o to, czy nie żałuję, że nie udało nam się dalej tego pociągnąć. Nie, nie mam czego żałować, w końcu przeżyliśmy coś zajebistego. Możemy pochwalić się przeżyciami, których niewielu mogło doświadczyć. Uwielbiam do tego wracać i budzi to we mnie wyłącznie dobre wspomnienia. Nie zagraliśmy zbyt wielu koncertów, ale mieliśmy przyjemność występować chociażby w legendarnym Mega Clubie. Doświadczyliśmy też choćby w minimalnym stopniu tej rozpoznawalności. Widzieliśmy, jak ludzie odbierają naszą muzykę na żywo, podczas grania w mniejszych miejscowościach. To wszystko sprawiło, że tamte czasy wspominam wyłącznie bardzo pozytywnie.


Udało się przytulić ładny hajs z rapu?


Absolutnie nie, ale mogę powiedzieć, że mogła pojawić się taka możliwość. Nie skorzystaliśmy z niej przez nasz brak doświadczenia i taką głupotę początkującego. Ostatecznie wyszło tak, że QQ musiało jeszcze dopłacić do interesu. Jedyne pieniądze, jakie zobaczyliśmy, były z koncertów, ale to nie były jakieś ogromne sumy. Kwoty kręciły się wokół tysiąca złotych na głowę. Nie ma jednak mowy o poważnym zarobku na tej płaszczyźnie, bo nie graliśmy co tydzień, tylko dość nieregularnie, raz na jakiś czas.


Jeszcze jedno mnie ciekawi. Dużo osób pytało was, czy ćpacie?


To pytanie powtarzało się najczęściej. Ludzie potrafili nam pisać na fanpage, czy mamy coś zamotać. Najlepsze jest to, że w ogóle nie ćpaliśmy. Często wystarczało kilka piw, poza tym wiele i tak robiliśmy na trzeźwo. To było nasze poczucie humoru, taki obraliśmy styl, w którym czuliśmy się najlepiej. Prawie tak samo często, jak o ćpanie, ludzie pytali "co to w ogóle za gówno?". Fakt, wiele rzeczy było przekombinowanych, ale to naturalny proces podczas szukania swojego brzmienia. Idealnym przykładem jest numer z mamami. Gugas na to wpadł i sam z początku podchodziłem do tego sceptycznie. Argumentował to jednak tak, że przecież nikt na świecie nie zrobił jeszcze niczego w tym stylu i w końcu mnie przekonał. Na początku mieliśmy to puścić na QueQuality, ale tam musielibyśmy poczekać kilka dni, a tak nam się to podobało, że chcieliśmy to wrzucić natychmiast. Widzisz, wtedy ludzie łapali się za głowy patrząc na to, co wymyśliliśmy, a potem poszło to viralowo. Takich przykładów jest dużo więcej, może już nie aż tak spektakularnych. Nic dziwnego, że ludzie pytali, czym się wspomagamy i co to w ogóle jest.

Tu nie potrafię nic zacytować, chłopaki za szybko nawijają Nic nie rozumiem, ale buja

Abstrahując już od spektakularnych muzycznych powrotów i planów wydawniczych, to fajnie byłoby was zwyczajnie gdzieś usłyszeć z repertuarem z Fresher Than a Muthafucka


Niedawno mieliśmy grać we wrocławskim Transformatorze, ale niestety nie udało nam się dopiąć terminu. Niczego nie wykluczam, wręcz bardzo chętnie bym się zgodził, gdyby pojawiła się taka opcja. Czasy koncertów wspominam świetnie, może akurat nadarzy się okazja, by sobie nieco poprzypominać.


***


Futuryje - Oryginalny i nieszablonowy duet z Wrocławia, w skład którego wchodzą Gugas (95') oraz FREDRO (95'). Chłopaki charakteryzują się daleko posuniętą odwaga muzyczną, okraszoną ekscentrycznym stylem bycia i absurdalnym poczuciem humoru, co w połączeniu z czysto rapowymi umiejętnościami daje mieszankę dotąd niespotykaną na polskiej scenie muzycznej.


Taki opis można znaleźć pod kawałkami sprzed 6 lat, które Futuryje wydali pod QueQuality. Minęło już tyle czasu, daleko posunięta odwaga muzyczna i absurdalne poczucie humoru, połączone z czysto rapowymi umiejętnościami nadal daje niespotykaną, bądź niezwykle rzadko spotykaną mieszankę na polskiej scenie. Może musimy poczekać jeszcze kilka lat, by coś się zmieniło.