• Klimkiewitz

EJ OKEJ, Młody Jeżyk TOP. Recenzja płyty Okiego "Produkt47" 

Zanim przesłuchałem "Produkt47" musiałem z automatu obniżyć ocenę o jeden (w skali 1-10) przez gościnną zwrotkę Palucha. Później jednak usłyszałem wers "może twoja żona by mi jaja ugniatała dupą" i stwierdziłem, że jednak startujemy z czystą kartą. Nie umiem pisać recenzji, raz skrobnąłem coś dla Sajko nt. "Black Albumu" Pei i kilku prawilniaków mnie zjadło za krytykę Oxona. Pomyślałem jednak, że o Okim raczej nie będę pisał na tej stronie ze względu na to, że jest zwyczajnie dobrym raperem, więc nie będę mieć do czego się przypierdolić, ale i nie jest wybitny, więc nie będę mu stawiać pomnika osobnym artykułem. Fajnie by było więc chociaż zrecenzować jego najnowszą płytę.





To, jak bardzo spójny jest ten album, to jakiś kosmos. Strasznie brakowało mi płyty, która nie jest zbiorem singli (czasami nawet do siebie podobnych), tylko kompleksowo przygotowanego projektu. Tak, bym nawet bez dokładnego przesłuchania albumu, mógł do niego bezproblemowo dopasować mniej popularne kawałki, które np. usłyszałbym później. Wykreowanie postaci młodego jeżyka – genialna sprawa. Rapowanie o kolczastym zwierzaczku, liczbie 47 i pozostałych, harmonijnych tematach (m.in. kiedyś miałem i teraz mam), jak już wcześniej wspomniałem, też na plus. Spięcie całości w 47 minutach i 47 sekundach to już wyjątkowy smaczek, za co należy się ukłon do kolan.


Łapcie pełną ciekawostkę: Album Okiego trwa dokładnie 47 minut i 47 sekund, co możecie zauważyć na drugim zdjęciu. Na Spotify prezentuje się to nieco inaczej (47:44), ale najwidoczniej na streamingach jest błąd, a może tak miało być, nie wiem. Warto dodać, że kawałki "Po co ten foch?" oraz "Doja Cat" trwają 2 minuty i 47 sekund, a "Total Bandits Polne" z ekipą Harnol Gang - 4 minuty i 47 sekund". Ukradłem to z fanpage wujka Konona. Dobrze, że jesteś, łysolku.

Cholera, Oki i Igi tak wokalnie do siebie pasują, że chyba powinni założyć jakiś boysband. Jeszcze dobraliby sobie kogoś trzeciego i byłoby doskonale. Zmieniłbym nazwę "To jest fakt" na "To jest przyjemny wstępniak", chociaż może to zbyt dosłowne. W każdym razie rzeczywiście pozytywnie nastraja odbiorcę na to, co go dalej czeka.


A czeka dużo dobrego. "Perły" bujają jak skurwysyn, wyrafinowana agresja na bitach zawsze na plusik. Potem grupa "OIS" także może się podobać. Sobel ma potencjał na to, by wygryźć Otso – proszę nie mówić, że nie. W kawałku "Dzielny Pacjent" drażni tylko to, że Oki gubi wyrazy podczas jęczenia. Rozumiem, że taki zamysł artystyczny i może jestem zbyt ograniczony, by to docenić, ale dla mnie to kutasówa.

Jeżyk 10/10. Po tym, jak Oki puścił ten kawałek, wiedziałem, że będziemy mieli do czynienia z jedną z większych petard w mainstreamie. Nie myliłem się (chociaż gdybym się mylił, to tak zmanipulowałbym to zdanie, by i tak wyszło na moje). BUJA TEŻ. Refren chwytliwy, łatwy do zapamiętania. Do tego viralowy vibe, ale naturalny. Świetna kontra w stosunku do słabych numerów przeznaczonych pod "pchanie dalej" na TikToku (pzdr Kinny). Numer perfekcyjnie udźwignął miano "flagowca".


Znów wykorzystanie Igiego i znów dobrze, za to nie jest to nic szczególnego, żadna zbawienna wartość dodatnia. Zwykły numer, którego nie dodałbym do playlisty, ale nie przełączyłbym, gdyby leciał na melanżu (może dlatego, że słucham polskiego rapu i znajomi nie dają mi dojść do DJki).


"Stado Hartów" to miazga, ale na starej dobrej "dziewięćdziesiątce" nawet Lech Roch Pawlak puściłby banger. "Jakie to uczucie" z kolei pasuje mi jako przerywnik. Coś, co sprawia że słuchacz nie zasypia przez monotonię. Nie zwala z nóg, ale przyjemnie kojarzy mi się z musicalową nutą.


"Sonic Skit". Chciałem przyspieszenia i mam przyspieszenia. Dziękuję. Nie wyrobiłem się z bujaniem głową do bitu. Zna ktoś dobrego fizjo? Chociaż w tym stanie to już prędzej lekarza...



Muszę się przypierdolić do Taco. Przepraszam wszystkie jego fanki. Wąsacz brzmi, jakby jeszcze przed rozpoczęciem pracy nad zwrotką się rozmyślił (jak Paluch w kwestii autoryzowania mojego wywiadu) i dogrywał się z przymusu. Równie dobrze mógł to nagrać 4 lata temu podczas pracy nad "Cafe Belga". Fajnie, że Taco muzycznie znów dał o sobie znać, ale powinien to zrobić lepiej, bo zamiast zostawić odbiorców z pozytywnym niedosytem, rozczarował.


"Od Środy Do Wtorku" nie łapię (jak cycków). Niby nie mogę nic złego powiedzieć o numerze, ale w żadnym stopniu też mi nie przypasował. Równie dobrze mogłoby go nie być. Co do "Pieniędzy, Dziewczyn, Zwrotek", nie powiem więcej, niż Multi. Może odpuściłbym tylko śmieszny żart o Trombie i dodał, że wers "Kto nie lubi floty, pierwszy rzuci sianem" jest denny.

Jeśli chodzi o numer Fresh Water Soda, to podtrzymuje zdanie z poprzedniego kawałka, a raczej podbijam zdanie Michała. "Po co ten Foch?" natychmiast skip ze względu na Palucha. Status rapu: nieochroniony. Cholera, "Doja Cat" to także nic specjalnego. Długo utrzymywaliśmy się na samych plusach, ale wkrada się zmęczenie.


Halo halo, wracamy. "Bardziej Sobą Niż Kiedykolwiek" to mój faworyt. Lubię, gdy leci przekaz hajs>zasady. A nie, czekaj, odwrotnie: hajs<zasady. Jeszcze dwa dni i będę znał numer na pamięć, zapętlam. Dzięki Szpaku za zwrotkę na debiucie. Gdyby nie ona, chuj wie czy Oskar teraz byłby takim pewniakiem. Z drugiej strony, może byłby jeszcze większym, kto wie.


Nie wiem, czy "Total Bandits Polne" nagrano dla beki. Jeśli tak, to śmieszne. Może nie lepsze od Szymexa TPSL, ale można podciągnąć chłopaków pod uliczników. Nie odstawaliby. Kończymy, jeszcze tylko "Zwariowane Melodie". Fajna, nostalgiczna (dla Oskara, nie dla mnie) nuta. Też bez szału, ale gdyby wszystkie numery były tutaj dojebane, to bym wam nie pisał recenzji, tylko siedział wpatrzony w ścianę i katował płytkę przez kolejne trzy doby.

Oki jest w moim wieku i robi karierę taką, że o mamo, a ja siedzę przed komputerem i obrażam ludzi. Nie wiem, co zrobiłem nie tak, ale jest mi z tego powodu bardzo przykro. Powinienem być zawistną kurwą i może gdzieś w głębi duszy jestem, ale nie mogę ze złości krytykować płytki, bo zostanę zjedzony przez Okiary 474747. Tak naprawdę nie mam za co jej krytykować, Oskar odjebał kawał dobrej roboty. Rzadko jestem aż tak pozytywnie nastawiony do krążków, zazwyczaj wyłapuje dwa-trzy numery i na tym się kończy zabawa. Były drobne przypierdolki, stąd nie mogę dać ani "dyszki", ani nawet "dziewiątki" (kurwa ten Paluch jednak boli bardziej, niż się spodziewałem), więc z czystym sumieniem oceniam na "ósemkę". Taka ocena spod moich palców, to jak jedenastka u dziennikarskich lizodupów z przodujących, rapowych portali.