• Klimkiewitz

DMKJ. Dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, odpowiadamy

Naprawdę nie chciało mi się odpowiadać na artykuł, w którym ktoś próbuje mnie obrazić i słabo mu to wychodzi. Skoro jednak niektórzy zdążyli już nadać temu tytuł pierwszego beefu pomiędzy rapowymi dziennikarzami, to trzeba mieć jaja by podnieść rękawicę. Tzn. rapowym dziennikarzem jest tylko Mateusz, ja sobie obrażam artystów metodą zero–jedynkową, czyli albo ktoś jest chujowy, albo nie. Liczę, że kolejne strzały polecą na Speluna MMA. Walki wieczoru nie dostaniemy, ale nadejdzie dzień sądu.



W felietonie Mateusza Trojnara zostałem przedstawiony jako ignorant i facet, który pierdoli głupoty. To prawda, nigdzie tego nie ukrywałem. Czekam na coś odkrywczego, być może pojawią się nowości podczas kolejnej odpowiedzi, wtedy będzie dużo łatwiej, bo nie będzie mi się chciało poświęcać na to więcej czasu. Wolę wrzucić tekst, który sprawi, że coraz to ważniejszym dziennikarzom pęknie dupa. Generalnie cztery lata temu też byłem przekonany, że mogę zawojować świat przez pisanie i jak kogoś opiszę na stronie posiadającej kilkanaście tysięcy lajków na Facebooku, to go zniszczę. Później dostałem 20 zł i brelok od jednego z rapowych pejów (kmwtw) i mi przeszło. Odkryłem niesamowitą rzecz – ludzie w większości mają to w kutasie.


Nie trafia do mnie wyrafinowane poczucie humoru, więc niestety nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak autor chichotał podczas rzucania żartu o tym, że jak ma się coś w kutasie, to trzeba iść do specjalisty. Hehe


"Może nie idzie mi w życiu najlepiej, ale za to mam najwięcej do powiedzenia", "Odpowiedź brzmi: nie wiem" – to moje słowa. Dodajmy do tego wiele komentarzy na Facebooku podkreślających, że piszę sobie po to, by pisać i traktuję to totalnie niezobowiązująco, jako wrzutki z zajawki. Podkreślałem również, że to WYŁĄCZNIE MOJA OPINIA. Myślałem, że prowadzenie strony pod własnym nazwiskiem to wystarczający argument, by jacyś odbiorcy zrozumieli, że nie wypowiadam się jako rapowe medium, tylko "nikt ważny" i robię to 4fun. Swoją drogą, wypominanie przez nikogo ważnego to, że jestem nikim ważnym, to jakiś błąd symulacji. Zaznaczę też, że powtórzenia są celowe, tak na wszelki wypadek, by ograniczyć argumenty przeciw do minimum.


Nie robię też tego, by "zyskać wokół siebie szum", co mi wyrzucono. Robię to, bo lubię pisać i pocisnąć bekę. Spójrzmy chociażby na teksty o Fukaju czy słodkim Kinnim. Możecie mi wierzyć lub nie, ale moim zamysłem nie było przebicie się w ten sposób do rapowego dziennikarstwa, bo nie chcę tam być. Po prostu chciałem się pośmiać, a to, czy ktoś się pośmieje ze mną, czy ze mnie, to już mało istotna kwestia.


Gdybym prowadził rapową stronę, pewnie bym był strasznie ograniczony przez to, czy odbiorcy będą chcieli mnie czytać, nakręcać wyświetlenia, hajs za reklamy będzie się zgadzać itd. Szczęśliwie prowadzę swojego bloga, gdzie mogę przekazać swoje przemyślenia, a nie przemyślenia zespołu, więc mogę tu napisać, że ludzie mnie obrażający to chamy, buraki, cwele i gnojki.


Ale wcale tak nie myślę. Mateuszowi życzę jak najlepiej, niech się spełnia i za kilka lat zajmie miejsce Marcina Flinta, bo ileż można słyszeć o tych samych dziennikarzach. To, że w tytule nawiązałem do dissu Rycha na Tedego, to też niezobowiązujący żart. Nie mam go za kurwę, nie mam nawet podstaw, by tak się wyrażać. Za to mogę sobie "popierdolić dalej" i pisać wszystko to, co mi się podoba, licząc się również z konsekwencjami, jakimi mogą być chociażby negatywne wpisy na FollowRap. Istotne jest to, że tak, jak nie popieram swoich słów kilkudniowym researchem i gwałceniem tematu od deski do deski, tak samo zwisają mi (z tym chyba też trzeba iść do specjalisty) negatywne komentarze. Odpowiedź jest wyjątkiem, bo fajnie przeżyć swój pierwszy rapowy beef, jaram się.


Wiadomo też, że słucham rapu, inaczej blog by nigdy nie powstał. Gdy ktoś jednak napisze w komentarzach "ten artysta jest chujowy, ma żółte zęby i kuśtyka", to nie będę poświęcał mu osobnego felietonu, tylko nie będę karmić trolla. Tutaj ja jestem trollem i dostaję atencję. Tylko zaraz, przecież o nią nie zabiegam, więc... po chuj?


Wyzywa mnie też ekipa, która pruje się w komentarzach, że "Te–Tris" to TOPKA polskiego rapu. Przeczytałem też kilka komentarzy pokroju "Kim kurwa jest Konrad Klimkiewicz?". Spoko, czekam aż ktoś zarzuci ksywą Adama niedzielnemu słuchaczowi rapu. Podejrzewam, że w odpowiedzi usłyszy "Kim kurwa jest Te–Tris?". Zdradzę też sekret: gdyby większość z fristajlowców już nigdy nie sięgnęła po mikrofon, to tak naprawdę nie oddałbym nerki. Tylko sobie jaja robię, a rzeczy wypisanych w internecie nie trzeba brać na poważnie.


To fajnie, że jakiś Kacper czy Sebastian zjedli zęby na polskiej muzyce i przeszukali podziemie od Wadowic po Trójmiasto, a jak ktoś powie, że ten czy tamten raper sepleni, to znajdą mu jakąś wypowiedź z 2016 r., w której nagle wymawia "r". Przecież mogą to robić, tak samo jak i ja mogę obrażać raperów bez konieczności poznawania imienia ich psa i tego, w której podstawówce go zaczepiali.


Ostrzegam: dalej będę tutaj niemiły dla raperów. Niedługo pośmieję się z Nypla, później pewnie niejeden artysta dostanie po łapach. Zakładam, że raczej żaden z nich tego nie przeczyta, ale będę czekał na napinkę ze strony znawców i obrońców muzycznej cnoty. Nauczyłem się za to, by wtedy dawać tytuł pokroju: "Słuchajcie! Uważam, że raper XYZ nie do końca dobrze rapuje, ponieważ zrobił to, to i to. To jednak wyłącznie moja opinia, nie musicie się ze mną zgadzać. Przepraszam, jeśli urażę jego fanów, nie to było moim celem. Chciałem sobie tylko popierdolić, wybaczycie mi?". Tylko wtedy to już nie będzie to samo. Może jednak nikt mnie nie zaatakuje, uff.


Popisałem trochę w życiu na poważnie, by teraz móc pisać byle jak. To dalej "beczka", "luźne przemyślenia" i "moja opinia", ale koniec końców liczy się to, jak bardzo to zaboli czytelników.


Pozdrówki, jeśli pojawią się kolejne ataki zarzucające mi, że przecież nie potrafię się obronić, nie sprawdzam o czym piszę i nikt mnie nie obchodzi, to przyznam rację. Wszystko wyjaśnimy sobie na antyfame MMA jako nieważni ludzie (to też żarcik, serio).