• Klimkiewitz

Dlaczego fristajlowcy nie potrafią rapować?

Odpowiedź brzmi: nie wiem, ale oddałbym nerkę, by większość z nich już nigdy nie sięgnęła po mikforon. Bitwy rządzą się swoimi prawami i miodem dla moich uszu jest sto pierwszy punch o niuni przeciwnika. Gdy jednak trzeba się sprawdzić jako raper, nagle okazuje się, że teksty pisane na kolanie nie potrafią się obronić, a poza znalezieniem rymu należy też przekazać cokolwiek innego – z pewnością więcej, niż parowanie "matrycy" Z "macicą".

Sześć lat temu byłem na swoim pierwszym rapowym koncercie. Wówczas Te–tris grał we wrocławskiej "Akademii". Wcześniej nie miałem możliwości, by pojawiać się na takich wydarzeniach, ponieważ mieszkałem na wsi i ostatni autobus z miasta odjeżdżał o 21. Próbowałem kilka razy, lecz kończyłem na supporcie. Na koncert Te–Trisa namówił mnie kumpel, który był jego fanem. Sam nie znałem choćby jednego kawałka. Podsłuchałem coś godzinę przed koncertem i stwierdziłem, że chujowe, ale przynajmniej się napije. Napiłem się, to fakt. Nie pamiętam choćby minuty. Lepiej nie można sobie wyobrazić koncertu fristajlowca. Oczywiście czapki z głów za bitwy, niewątpliwie Te–trisowi można przyznać miano legendy w tej dziedzinie, ale powiedzmy sobie szczerze: czy ktoś na poważnie słuchał jego muzyki? Nie mówię o pojedynczych przebłyskach, tylko całokształcie twórczości i wyczekiwaniu koncertów. Nie pamiętam, czy ktoś leciał jego kawałki razem z nim, ale wątpię. Jeśli się mylę, to proszę do mnie napisać, po czym nagrać głósówki z recytacją "Ile Mogę?" lub "Trzeba żyć" (wybrałem dwa pierwsze numery, które podsunął mi wujek Google).


Pueblos też miał być fejmem, a skończył jako facet filmujący wesela. Jestem przekonany, że wyszło mu to na dobre, sam wolałbym nagrywać teledyski, niż w nich występować (a zostaje mi obrażanie raperów, którym zazdroszczę sukcesu), ale paradoksalnie to właśnie Paweł miał jeden z większych potencjałów do tego, by rzeczywiście pchnąć to dalej. Szczęśliwie miał też chyba najwięcej oleju w głowie i sobie odpuścił.


A co z Filipkiem? Przecież QueQuality, zwrotka Tymka, wyjaśnianie w kawałku Najmana polskiej rapgry (Przemka Fergusona) – same plusy, co? No właśnie nie. Po 10 latach szukania flow udało się to dokładnie 16 maja o drugiej w nocy. Wcześniej słuchacze byli świadkami ruchania patentu o tym, że tęskni za byłą. Dodatkowo co jakiś czas pojawiały się kawałki o gangsterce, hiphopolo w Czupito albo wrzucanie połowy słownika do numeru trwającego dwie minuty, by odbiorca musiał sobie zrobić trzy miesiące przerwy od czytania książek (i spokojnie ponad 6 miesięcy od słuchania Filipka). Nie można mu odmówić tego, że zaczął progresować, ale patrząc na jego staż, niektórzy raperzy zdążyliby spokojnie osiem razy się zacząć i skończyć. Fifi kończył się te dziesięć lat, by teraz pojawiło się światełko w tunelu. Może i fajnie, że wyszedł poza standardowy krąg życia na wolno, czyli napierdalanie się na bitwach, potem jakiś mniejszy bądź większy sukces, następnie nagrywanie miernych kawałków, zasiadanie w jury i finalnie danie sobie spokój. Szkoda tylko, że na miliard nagranych zwrotek ledwie kilka można podciągnąć pod mainstreamowe flow (nie wspominając o lepszych przebłyskach podziemia).

Teraz przyszła pora na Edziorap

...

Nie no, żartowałem XD jemu co najwyżej przyszła pora na dobranoc. Przyszła też pora, by spierdalać.


Chyba najciężej przypierdolić się do Bobra Bobera. Patryk chyba zdaje sobie sprawę z tego, że jedynie robienie sobie beki z rapu może go uratować (tak jak i mnie). Skillsowo reprezentuje rapową piwnicę, więc ratuje się kontrowersją i dobrze mu to idzie. Za samo namówienie Belmondziaka na zwrotkę do kawałka "Jebać ćpunów" należy się +10 punktów dla Gryffindoru. O teledysku do Obraziłem się na hip–hop też nie bez powodu było głośno. Jak Fergusona porównałem do Najmana, tak Bober przypomina Maćka Dąbrowskiego – często wkurwia, ale mówi śmieszne rzeczy.





No i Koro. Człowiek, który wniósł fristajl na wyższy poziom i pluje wolnymi na kolegów, którzy dorastają mu co najwyżej do kolan. Pamiętam, jak w zeszłym roku ogłosił wypuszczenie albumu. Po pierwszym poście byłem nastawiony niezwykle pozytywnie. Myślałem nawet, że wreszcie ktoś przeniesie poziom z wolnych na muzykę, przez co namiesza na polskiej scenie. Potem usłyszałem kawałek "Pryzmat" i ciśnienie ze mnie zeszło. Pod teledyskiem widziałem komentarz z wyróżnionym cytatem: "Ktoś pomalował mój świat, nic nie jest szarobure". Serio kurwa? XD "Nie byłbym sobą, gdybym był inny" albo "Przez ulice jadą auta, więc szukam przejścia dla pieszych" – te wersy naprawdę opierają się na tym samym mechanizmie. Poza tym za sam projekt okładki Koro powinien pójść na dożywotnią rapową banicję.


Czeski też wiele osiągnął, jeśli chodzi o fristajl, a w rapie szczytem okazało się bycie hypemanem Zbuka (dla jednych jest to szczyt, dla innych dno). Babinci wypuścił "Siema Ziom!" w 2017 r. i tym samym powiedział "nara", chociaż by z kimś się pożegnać, najpierw wypadałoby zostać przez niego w ogóle zauważonym. Radzias coś tam jeszcze próbuje, ale i tak choćby w minimalnym stopniu nie przebije popularnością pizgnięcia (tak to się odmienia?) salta.

Prawie zapomniałem o Milu, a tu znowu rzeczywistość. Nasz polski Yung Lean coś tam krzyczał do mikrofonu, pokazywał, że mu smutno i coś go zabija od środka. Mógłby zapodawać fajne refreny ze swoim wokalem, ale na chwilę obecną zapodaje co najwyżej zapowiedzi płyty, która nigdy nie powstała i nigdy nie powstanie. Gdyby PlanBe i Kartky mieli dzieciaka, to byłby nim young Milu. Dobrze, że jak coś tam próbuje w tym rapie, to ogranicza się do fristajlowego podwórka – na ostatnim singlu "Tom Hardy" (Nie sprawdzałeś? Nic nie straciłeś) dograł mu się Koro i Filipek.


To prawda, że Quebonafide także leciał na wolno, ale nie szło mu najlepiej. Może dlatego osiągnął taki sukces w rapie. Ostatni check fristajlowej formy miał dziewięć lat temu, ale niektórzy szczęściarze mieli przyjemność sprawdzić, jak mu idzie podczas koncertów z trasy Mega Hip–Hop Tour. Sam byłem w Obornikach. Gdyby nie rym "najlepsza publika jest w Obornikach", to ćwierć repertuaru musielibyśmy zmodyfikować (chociaż podczas takiego wydarzenia i "Barka" buja, albo "dłuższe życie każdej pralki to Calgon"). Wychodzi na to, że jest to jakaś zależność – im lepiej Ci idzie w rapie, tym gorzej na wolno. Chciałbym tu podać jako przykład Przemka Fergusona, który gdzieś tam na początku pozytywnie się zapowiadał, ale chłop odpadł w pogoni za szczurami.


Pewnie, że na bitwach pojawiły się takie asy, jak chociażby Białas, ale chodzi o osoby, które zjadły zęby na fristajlu, a nie te, które ledwo kilkukrotnie się sprawdziły. Moment, jest jeden facet, który mógłby zaprzeczyć całemu tekstowi, ale podejrzewam, że bardzo mu się nie chce i nigdy się nie zachce. Syn młynarza z EPką "mefedromąka" rozjebałby scenę. Synu Młynarza – uratuj chłopaków.